2009

18 długich lat czekała Zielona Góra na złoty medal Drużynowych Mistrzostw Polski... Marzenia ziściły się 25 października na nowoczesnej Motoarenie w Toruniu, gdzie Falubaz po raz drugi w finale pokonał obrońców tytułu, Unibax i w wielkiej euforii na najwyższym stopniu podium podniósł ogromny puchar za zwycięstwo w lidze!

Droga do tego pięknego dnia była jednak bardzo długa.

Sezon dla Falubazu rozpoczął się od pewnej wygranej z Włókniarzem Częstochowa. „Lwy” u progu sezonu musiały zmierzyć się z problemami finansowymi, gdyż ze sponsoringu wycofał się sponsor strategiczny. Z tego powodu też do Zielonej Góry nie przyjechały asy Włókniarza – Nicki Pedersen i Greg Hancock. Falubaz wygrał 59:31, a Piotr przy swoim nazwisku zapisał komplet punktów - 11+4 (2*,3,2*,2*,2*). Tylko punkt stracił PePe w finale krajowych eliminacji do Indywidualnych Mistrzostw Świata w Gdańsku. Wysoka forma znalazła potwierdzenie także w pierwszym wyjazdowym meczu Falubazu, w Lesznie. Zielonogórzanie przegrali na Smoczyku 43:47, a Piotr jeździł jak natchniony i uzbierał aż 15 punktów z bonusem (2,3,2*,2,3,3). Dwucyfrówki gromadził na swoim koncie także w Szwecji, gdzie Indianerna Kumla również rozpoczęła rozgrywki udanie. Kolejnym sukcesem była wygrana PePe w silnie obsadzonym III Międzynarodowym Memoriale Łukasza Romanka w Rybniku. Obok występów indywidualnych Piotr rządził i dzielił w zmaganiach ligowych. Jego 12 punktów z bonusem walnie przyczyniło się do wygranej z Lotosem Gdańsk 58:32. - Ten cały sezon na razie jest dla mnie jak sen i boję się obudzić. Wszystko idzie naprawdę tak, jak bym sobie tego życzył mówił szczęśliwy PePe.

Niestety humory Piotrowi i całemu Falubazowi popsuły nieco wyprawy na stadiony w województwie kujawsko – pomorskim. Najpierw nieznaczna przegrana w Bydgoszczy z Polonią 43:47 (PePe 6+1 - 0,w,2,2,2*), a później porażka na nowym obiekcie w Toruniu 38:52 (PePe 6+1 - 2,1,1*,2,0). Piotr miał do siebie pretensje zwłaszcza za kiepski występ na doskonale sobie znanym torze przy ul. Sportowej w Bydgoszczy. - O punkty było bardzo trudno, jak zawsze w Bydgoszczy. Szkoda, że nie udało nam się wygrać, ale nie ma co rozpaczać. Przegraliśmy po wyrównanym pojedynku, ale przecież świat się na tym nie kończy. Taki jest sport, raz się wygrywa, raz przegrywa. Polonia była maksymalnie zmobilizowana i niezwykle trudno jeździ się przeciwko takiemu rywalowi. Wiem, że wielu kibiców, liczyło na moje punkty w Bydgoszczy. Ja też miałem nadzieję, że pojadę lepiej. Od początku nie szło jednak tak jakbym chciał. Pierwszy wyścig to nieporozumienie, zupełnie źle poszliśmy z ustawieniami motocykla. Potem wspólnie intensywnie poszukiwaliśmy odpowiednich rozwiązań i ...spóźniłem się na start. Zabrakło naprawdę kilku sekund. To, że w parkingu nie było widocznego zegara odliczającego czas dwóch minut jest marnym dla mnie usprawiedliwieniem. Takie rzeczy nie powinny mieć miejsca!  Bardzo żałuję tego wyścigu, bo to mógł być moment dla nas przełomowy w tym meczu. Późniejsze biegi były już przecież lepsze w moim wykonaniu, dwa razy 2 punkty i podwójne zwycięstwo. Ale to było za mało, by wygrać meczmówił.

                                     Okazji do takiej radości w sezonie 2009 było wiele

Zielonogórzanie szybko jednak powetowali sobie straty z pojedynków z Polonią i Unibaksem, gromiąc i upokarzając w derbowym starciu na własnym stadionie Caelum Stal Gorzów aż 63:27! Piotr zdobył 10 pkt. z dwoma bonusami (2*,0,2*,3,3) i jako jedyny z Falubazu „zaliczył” zero... - Tak wyszło. Po starcie zbyt szybko zjechałem do krawężnika i zderzyłem się z Ruudem. Choć czułem się szybszy, w tej fazie zawodów tor nie pozwalał na ataki po zewnętrznej i nie było gdzie wyprzedzić dwóch przeciwników. Szkoda, że ta moja wpadka przypadła akurat wtedy, bo myślę, że poradziłbym sobie z rywalami. Pojechaliśmy naprawdę skutecznie, chyba nikt się tego nie spodziewał. Nie wiem skąd taka moc, może z niemocy gorzowian? Może wyglądało to na łatwe zwycięstwo, ale cały czas powtarzam, że nie ma łatwych wygranych. Tak to może się wydawać, gdy wygrywa się trzydziestoma punktami. Miałem trochę problemów, ale okazuje się, że chyba mamy je za sobą. Było wahnięcie w dół, ale teraz jest chyba fala wznosząca i obyśmy się na niej utrzymali.

27 maja PePe miał swoje wielkie święto w Szwecji. W Kumli odbył się turniej z okazji 10-lecia startów Piotra w Indianernie. Jubileuszowe zmagania wygrał Hans Andersen. Drugie miejsce zajął Jonas Kylmakoerpi (11 pkt.), a trzeci był Rafał Dobrucki (10+3), który w biegu dodatkowym pokonał jubilata PePe (10+2). - Musiałem być gościnny - przyznał Piotr. - Muszę przyznać, że zawodnicy potraktowali ten turniej poważnie i mieliśmy wiele ciekawych biegów. Szkoda tylko, że było bardzo zimno i wietrznie. Pojechałem do Szwecji lekko podziębiony, a wróciłem chory. Na szczęście jest już lepiej. Tym bardziej jednak dziękuję chłopakom za obecność i miłe chwile. Odwdzięczę się w ten sam sposób, jeśli któryś będzie organizował turniej, na pewno może na mnie liczyć - zapewniał jubilat.

Piotr wrócił na dobrą ścieżkę i znów był bardzo skuteczny. Dwucyfrówki w Szwecji, Danii i Czechach, a także drugie miejsce w Rundzie Kwalifikacyjnej do Grand Prix 2010 w czeskim Divisovie - 13+3 (3,1,3,3,3) były tego potwierdzeniem. Niestety rozpędzonego PePe przyhamowała bardzo groźnie wyglądająca kraksa w ostatnim biegu meczu we Wrocławiu. Piotr wystrzelił spod taśmy i jechał po kolejne trzy punkty. Niestety na wejściu w drugi łuk górą okazała się trudna nawierzchnia toru. Piotra "pociągnęło" i wyścig zakończył w dmuchanej bandzie. Na szczęście obyło się bez interwencji medycznej. PePe opuścił tor o własnych siłach, ale wraz z jego wykluczeniem wygrana Atlasu 47:43 stała się faktem. Piotr obolały musiał poleżeć w łóżku. - Na drugi dzień po takim upadku człowiek nie czuje się najlepiej. Mogę tylko cieszyć się, że w tej całej sytuacji miałem trochę szczęścia i skończyło się tak, a nie inaczej. Boli mnie głowa i szyja, bo bardzo mocno się uderzyłem. Nie jechałem 20 km/h tylko trochę szybciej... Mam nadzieję, że pomału dojdę do siebie. Na ból głowy niewiele można zdziałać, ale w planach mam masaże, które powinny złagodzić ból szyi. Myślę, że nie ma obaw co do mojego występu w niedzielę. Odpocznę, zregeneruję siły i powinno być wszystko w porządku. W rewanżu z Atlasem (wygrana 52:37) pojechał jednak bardzo dobrze - 12+1 (2*,3,3,2,2). Nikogo nie zdziwiło zatem powołanie Piotra do kadry narodowej na Drużynowy Puchar Świata!


- Cieszę się, że otrzymałem powołanie. To wyróżnienie to dla mnie mobilizacja do dalszej pracy - powiedział Piotr. Do występów w Pucharze Świata pozostało jednak trochę czasu i Piotr wraz z Falubazem szykował się do kolejnych spotkań. Niestety z Gorzowa udało im się wrócić jedynie z bonusem po porażce 41:49 – PePe punktował 8+2 (1*,2,1*,3,1). 9+3 pkt. (2*,1,2*,3,1*) to dorobek Piotra w rewanżowym meczu z Polonią Bydgoszcz wygranym przez Falubaz 56:34. W krótkiej przerwie od ligowych zmagań PePe wygrał w Rawiczu półfinał Indywidualnych Mistrzostw Polski - 13 (3,3,1,3,3) i awansował do finału Grand Prix Challenge zajmując w półfinale w Daugavpils siódmą pozycję – 9 pkt. (2,3,1,3,d). Kibice Falubazu mogli w końcu ucieszyć się z pierwszej wygranej na wyjeździe – zielonogórzanie pokonali w Gdańsku Lotos 51:39, a PePe zakończył mecz z wynikiem 6+1 pkt. (2,t,1*,3,0).

Niestety podczas spotkania ligowego w Szwecji Piotr znów uczestniczył w poważnej kraksie. - Upadek przydarzył się w pierwszym łuku. Szczepiłem się z Nicki Pedersenem i wylądowaliśmy na płocie. Sędzia dopuścił powtórkę w czteroosobowym składzie, ale ja zrezygnowałem z dalszej jazdy. Jestem poobijany. Wracam do Polski, żeby zebrać siły do Drużynowego Pucharu Świata mówił PePe. Piotr po feralnym upadku w Szwecji odpoczywał w Zielonej Górze. - Wszystko mnie boli, ale najbardziej ucierpiało kolano. Martwię się tym, bo najważniejsza impreza tego roku zbliża się wielkimi krokami, a ja jestem poobijany. Rano miałem już pierwsze zabiegi rehabilitacyjne, smaruję kolano maścią i po południu czeka mnie druga tura zabiegów. Nie ma obrzęku, ale jest ból i niestety podejrzenie, że może stało się coś z więzadłami pobocznymi. Jutro rano czeka mnie konsultacja z lekarzem i zobaczymy co dalej. Mam nadzieję, że będzie wszystko w porządku, bo już jutro mamy zgrupowanie kadry w Lesznie. Liczę na to, że te zabiegi pomogą i będzie lepiej - powiedział Piotr.

Humor Piotra po czwartkowym treningu kadry narodowej znacznie się poprawił. - Poczułem ulgę, bo kolano nie przeszkadza mi w jeździe - powiedział PePe.- Mieliśmy dziś trochę obowiązków reprezentacyjnych, a później był trening. Jeździłem dość długo, bo chciałem sprawdzić czy kolano nie będzie mi doskwierać. Na początku treningu było trochę sztywno, ale w miarę upływu czasu było coraz lepiej. Obawiałem się tego, że podczas jazdy będę myślał bardziej o kolanie, a takie coś jest niedopuszczalne. Na szczęście jest dobrze i to mnie uspokoiło. Nadal będę kontynuował zabiegi i masaże, żeby to jeszcze lepiej wyglądało - przyznał PePe.


Przed Piotrem stoi jeszcze trudne zadanie wyboru silników, na których walczyć będzie w Peterborough. - Mam jeden nowy silnik, pozostałe są po remoncie. Muszę wybrać dwa z czterech - zdradził.

Wybór teamu okazał się trafiony. Polska reprezentacja wygrała półfinał w Peterborough awansując do finału w Lesznie, a Piotr zdobył dla biało – czerwonych barw 10 punktów! Początek zawodów dla Piotra nie był udany. W trzeciej gonitwie minął linię mety za plecami Leigh Adamsa i Chrisa Harrisa. Druga odsłona to drugie miejsce - szybszy okazał się Jason Crump. Korekta w sprzęcie dała oczekiwany efekt - PePe dwa kolejne biegi wygrał po pięknej walce. Na trzeci triumf zanosiło się także w 22. wyścigu. Piotr po dość słabym starcie znalazł bardzo szybką ścieżkę pod bandą i mijał rywali. Niestety zahaczył o końcówkę dmuchanej bandy i w sobie tylko znany sposób uratował się od groźnego upadku. Sytuacja wyglądała bardzo niebezpiecznie. Na szczęście PePe utrzymał się na motocyklu i dowiózł do mety jedno cenne "oczko", mocno przybliżające biało - czerwonych do finału.

Ten niestety okazał się bardzo nerwowy. Najpierw sobotnie święto na Smoczyku popsuła pogoda. Ulewny deszcz uniemożliwił rozegranie finału. Organizatorzy podjęli się jednak próby przygotowania nawierzchni i zawody doszły do skutku w niedzielny poranek! Losy Pucharu rozstrzygnęły się dopiero w ostatniej gonitwie! Po dramatycznym i niezwykle zaciętym finale Drużynowego Pucharu Świata reprezentacja Polski zdobyła trofeum Ove Fundina! Biało - czerwoni zdobyli 44 "oczka" i tylko jednym punktem pokonali Australię. Brązowe medale zdobyli Szwedzi.

                                       PePe w blasku złota Drużynowego Pucharu Świata


Piotr niedzielnych zawodów nie zaliczy do udanych. PePe zapisał na swoim koncie 3 punkty, ale gdy wygrywa się zawody jednym "oczkiem" w ostatecznym rozrachunku ta "trójka" jest niezwykle cenna. - To nie był mój dzień. Nie sposób jednak opisać radości z tego sukcesu. To są zawody drużynowe i każdy dołożył cegiełkę, ja dziś trochę mniejszą, ale jest złoto i to jest najważniejsze - powiedział PePe. Po finale polscy mistrzowie nie mieli nawet chwili, by wspólnie cieszyć się z sukcesu, gdyż musieli pędzić ...na wieczorne mecze ligowe! Spotkanie Falubazu z Unią Leszno zostało jednak odwołane z powodu złego stanu toru przy ul. Wrocławskiej. W drugim terminie Falubaz pokonał po zaciętym meczu „Byki” 46:44, a Piotr z wciąż dokuczającym kolanem wykręcił wynik w postaci 11 pkt. (3,3,2,2,1). Ze sporym niedosytem PePe wyjeżdżał z Motoareny w Toruniu, gdzie rozegrany został finał Indywidualnych Mistrzostw Polski. - Wielka szkoda! Przy odrobinie szczęścia można było wskoczyć na podium. Jestem zły na siebie, bo o trzy biegi za późno sięgnąłem po trzeci motocykl, który kompletnie zawiódł mnie w Toruniu na lidze. Teraz akurat pasował! Wygrałem ostatni wyścig, ale 9 punktów starczyło tylko na ósme miejsce. Zawody były bardzo zacięte, nikt nie odpuszczał, było sporo walki. Gratuluję zwycięzcom i mocno trzymam kciuki za Karola i Damiana, których kraksa była naprawdę groźna. Mam nadzieję, że wszystko będzie z nimi w porządku. Wracamy do Zielonej Góry, a ja jadę z kolanem obłożonym lodem, bo o ile podczas zawodów było nieźle, to już po nich trochę gorzej. Na meczu nie obejdzie się pewnie bez środków przeciwbólowych - powiedział PePe po zawodach w Toruniu. Mistrzem Polski został Tomasz Gollob.

Wielkim zaskoczeniem był wynik konfrontacji Falubazu z ekipą z Torunia. Gdy na pojedynek przyjeżdża lider i aktualny drużynowy mistrz kraju trzeba spodziewać się zaciętego boju. Unibax Toruń nie postraszył jednak zielonogórzan. W meczu 13. rundy Speedway Ekstraligi Falubaz rozgromił torunian aż 67:23! Piotr stracił tylko punkt, kończąc zawody z dorobkiem 11 "oczek" z trzema bonusami. W kolejnym meczu Falubaz uległ na wyjeździe Włókniarzowi Częstochowa 40:50 (PePe 9 pkt. - 3,2,3,0,1). Zielonogórzanie zdobyli punkt bonusowy, co oznaczało, że do fazy play off przystąpią z drugiej pozycji, a ich rywalem będzie Caelum Stal Gorzów.

To był mecz! Wypełniony po brzegi stadion w Gorzowie był areną niezwykle zaciętego, derbowego pojedynku. Zielonogórzanie prowadzili od początku tego emocjonującego meczu i triumfowali 46:44. Radości żużlowców i fanów nie było końca. PePe rozpoczął spotkanie od trzeciej lokaty. Minął linię mety tuż za plecami partnera z pary, Nielsa Kristiana Iversena. Drugi start to już pewne zwycięstwo. Na dobry wynik zanosiło się także w kolejnym starcie. Piotr odważnym atakiem wysforował się na prowadzenie. Jadący za nim Rune Holta zakręcił się jednak w pierwszym łuku i upadł. Sędzia zawodów winą za tę sytuację obarczył Piotra. - Sędzia zabrał mi trzy punkty. Nie zgadzam się z jego decyzją, bo ja nie byłem prowodyrem całej tej sytuacji, ja się nie wywróciłem, ani nie stworzyłem sytuacji, żeby ktoś inny się upadł, a zostałem wykluczony. Z trzech punktów zrobiło się zero - powiedział PePe. Ostatni start w czternastym wyścigu zakończył się niestety na czwartej pozycji. Piotr jechał z czwartego pola, a po polaniu toru trudno było o dobre wyjście spod taśmy. - Indywidualnie nie było źle, trochę pechowo, ale najważniejsze, że nie miało to wpływu na drużynę. Pojechałem w miarę dobry mecz, jestem ze swojego występu zadowolony, tym bardziej, że miałem problemy na takich torach. Wszyscy pojechaliśmy świetnie, równo, a to podstawa w meczach wyjazdowych - dodał Piotr.

Rewanż nie był łatwą przeprawą. Gorzowianie do końca walczyli, ale to Falubaz po wygranej 47:43 mógł cieszyć się z awansu do półfinału. Piotr zapisał na swoim koncie 7+2 (2*,2*,2,1,0). - Emocje były do końca. Goście pojechali mocno zdeterminowani, postawili duży opór. Spotkanie miało wspaniałą oprawę, kolejne świetne pomysły zielonogórskich fanów. Oni z tej wygranej cieszą się chyba najbardziej. Jeśli chodzi o moją jazdę to początek był  świetny. Wygrywaliśmy z Fredrikiem pewnie. Jestem na siebie trochę zły, bo w porę nie zrobiłem korekty. Tor robił się coraz bardziej śliski, a ja dopasowany byłem do nawierzchni przyczepnej. Szkoda tego biegu, gdzie nie upilnowałem Tomasza Golloba, który wcisnął się przede mnie przy krawężniku. Próbowałem gonić, ale nic z tego nie wyszło. Na szczęście Rafał i Fredrik udźwignęli ciężar w ostatnim biegu i mogliśmy cieszyć się z wygranej - powiedział PePe.

                                               Zaciętych pojedynków nie brakowało!

Team PePe myślami był już przy pierwszym półfinałowym starciu z Polonią Bydgoszcz, gdy pojedynek w Szwecji i kolejna w tym roku kraksa znów pokrzyżowała wszystkie plany. Wieści jakie napływały z pechowego kraju Trzech Koron były naprawdę niepokojące.
- Czuję się fatalnie. W pierwszym biegu, nawet nie pamiętam, który to był zawodnik, wjechał mi w tylne koło. Przeleciałem przez kierownicę i upadłem tak, że pękł kask. Wszystko mnie boli, najgorzej kręgosłup i głowa. Palec u ręki rozcięty mam do kości. Nie jest chyba złamany, bo mogę nim ruszać. Jedziemy do Bydgoszczy, do szpitala na szczegółowe badania i konsultacje. Myślę, że jutro będę wiedział więcej o stanie swojego zdrowia – przekazywał na gorąco PePe.

Badania i diagnozowanie trwało długo. Okazało się na szczęście, że Piotr nie ma złamań, ale jego powrót do ścigania stał pod znakiem zapytania. Diagnoza po szczegółowym tomografie brzmiała - skręcenie kręgosłupa w odcinku szyjnym i piersiowym. - Szkoda, że tak to się wszystko potoczyło, ale nie będę mógł pomóc Falubazowi w bardzo ważnym momencie sezonu. Przeszedłem dzisiaj badanie tomografem, które wykazało skręcenie kręgosłupa w odcinku szyjnym i piersiowym. W najgorszym wypadku ten uraz oznacza koniec sezonu, w najlepszym kilka tygodni przerwy. Tu rozbieżności są dość spore jeśli chodzi o czas leczenia. Przyznam jednak, że trudno mi jest myśleć o ściganiu, gdy mam problemy z normalnym funkcjonowaniem, ciężko jest mi wstać z łóżka, a ból jest silny. Odwiedza mnie fizjoterapeuta, mam wszelkie możliwe zabiegi, być może już jutro będę miał założony specjalny kołnierz usztywniający. Niestety nie wystąpię w najbliższym dwumeczu z Polonią, nie potrafię określić, co z kolejnymi meczami. Przykro mi z tego powodu, starałem się przez cały sezon razem z pozostałymi zawodnikami, a wszystko wskazuje na to, że zabraknie mnie w tej mam nadzieję drodze do finału. Nie muszę chyba mówić jak bardzo jestem z tego niezadowolony, aczkolwiek na pewno miałem szczęście w nieszczęściu, że ten wypadek nie skończył się dla mnie gorzej. W niedzielę będę trzymał kciuki za kolegów. Nie mogę wystartować w meczu, ale mój sprzęt jest do dyspozycji. Jeśli któryś z naszych zawodników będzie chciał, udostępnię moje najlepsze motocykle. Wiemy przecież, że tor w Bydgoszczy wymaga dobrego sprzętu. Chociaż w ten sposób mogę pomóc zespołowi. Mam nadzieję, że chłopacy postarają się o dobry wynik - powiedział PePe.

Z uprzejmości Piotra skorzystał Niels Kristian Iversen, który w dotychczasowych meczach był najsłabszym ogniwem Falubazu. „PUK” wykręcił 6 punktów, ale z jednego biegu był wykluczony. Niestety Falubaz przegrał w Bydgoszczy z kretesem 39:51 i awans do finału stanął pod znakiem zapytania. Piotr, który przed telewizorem śledził przebieg meczu bardzo żałował, że nie mógł pomóc kolegom. PePe nie oszczędzał się jednak i codziennie poddawał żmudnej rehabilitacji i zabiegom. Na szczęście był efekt - sił przybywało, a i samopoczucie było lepsze.


- Powoli idzie to do przodu, ale na pewno jest już lepiej niż w minionym tygodniu. Cały czas uczęszczam na zabiegi, dwa razy dziennie mam rehabilitację. Na szczęście  nie mam już problemów z chodzeniem czy leżeniem, a to najbardziej mi doskwierało. Kosztuje mnie to sporo wysiłku, ale chcę wrócić do zdrowia w możliwie jak najszybszym tempie. Są rozbieżności co do czasu, w jakim powinno to nastąpić. Zobaczymy. Na razie nie ma co wyrokować. Trudno jest też mi mówić kiedy wrócę do ścigania. Ja chciałbym już, jak najszybciej. Wiadomo jednak, że nie miałem ostatnio dużo jazdy, musiałbym spróbować jakby to wszystko wyglądało po tej kontuzji. Ale najbliższa niedziela to raczej głęboka sfera marzeń. Pozostanie mi pomóc kolegom podstawiając swoje motocykle i oddając do dyspozycji team. 12 punktów straty to dużo, ale wierzę, że będziemy w finale - powiedział PePe.

Team był jednak potrzebny samemu Piotrowi. PePe zacisnął zęby i po dwóch treningach postanowił wyjechać w rewanżowym meczu. - Jadę i bardzo pragnę pomóc Falubazowi. Oby z dobrym skutkiem - mówi Piotr. Powrót był fenomenalny! Piotr w czterech startach zdobył 11 punktów z bonusem!


PePenie znalazł pogromcy. Świetnie wychodził spod taśmy i mimo, że tor po opadach był mocno przyczepny i wymagający, jechał bardzo pewnie. A jeszcze niedawno ledwo wstawał z łóżka po koszmarnej kraksie w Szwecji... Jak jednak przyznaje, bohaterem absolutnie się nie czuje! - Bohaterów było wielu w naszej drużynie, łącznie z działaczami, sponsorami i kibicami. Dla nich jechaliśmy. Cieszymy się, że udało się odrobić dużą stratę z pierwszego meczu finałowego. Cieszę się, że dołożyłem cegiełkę do tego całego wyniku. Jedziemy dalej. Kiedy zaświeciło się małe światełko w tunelu, że mogę pokazać się na torze, robiliśmy wszystko z lekarzami i rehabilitantami. Chciałbym podziękować lekarzom i rehabilitantom z Bydgoszczy - pomogli mi w tym, że jeżdżę i funkcjonuję jako tako. Podziękowania należą się także rehabilitantom z Zielonej Góry, bo od kiedy tu jestem, po dwie, trzy godziny dziennie walczymy, żeby wrócić do normalnego trenowania. Na torze było świetnie, sprzęt spisywał się bardzo dobrze. Element startu grał u mnie świetnie. Mimo bardzo trudnych warunków torowych wytrzymałem cztery biegi - powiedział PePe.

Piotr nie przerywał intensywnej rehabilitacji, ale też startów. 12 punktów + 3 bonusy w ćwierćfinałowym meczu Elitserien pozwoliło Indianernie awansować do półfinału. Kolejną ważną imprezą w terminarzu Piotra był finał Grand Prix Challenge w angielskim Coventry. Niestety wyprawa do Anglii nie była udana. Upadek na prowadzeniu w dwunastym wyścigu przekreślił szanse na awans do przyszłorocznego cyklu. PePe ostatecznie zdobył 10 "oczek", co wystarczyło na zajęcie szóstej lokaty. Miejsce w elicie wywalczyli Chris Holder, Magnus Zetterstroem i Jarosław Hampel.

Piotr zaczął zawody wyśmienicie. Po dwóch startach miał na koncie komplet dwóch wygranych. Pechowy okazał się wyścig dwunasty. PePe jechał na prowadzeniu, ale niestety upadł i sędzia zawodów wykluczył go z powtórki. W dwóch kolejnych biegach dwukrotnie mijał linię mety na drugiej pozycji, co łącznie dało 10 "oczek". - Szkoda tego upadku i straconych punktów. Jechałem na prowadzeniu. Wpadłem w dziurę na łuku, wykontrowałem i wpadł na mnie Harris. Moja wina i tyle dobrego, że nic nikomu się nie stało. Szkoda, bo zostało jedno okrążenie i ...awans pewny. Szkoda. Jadę z lotniska prosto na rehabilitację, bo przerwa była długa, a plecy się odzywają - przyznał PePe. Wszystko wskazuje jednak na to, że Piotr będzie miał okazję zaprezentować się w elitarnym cyklu, gdyż jest pierwszym rezerwowym.

Po powrocie z Anglii Piotr udał się do Szwecji, gdzie Indianerna pokonała Lejonen Gislaved 52:44 w pierwszym półfinale Elitserien. Piotr zdobył 10 punktów z dwoma bonusami. „Indianie” nie awansowali jednak do finału, gdyż w rewanżu ulegli 39:57. „Plamę” dali zielonogórzanie – Piotr wywalczył zaledwie 5 pkt., a Grzegorz Walasek 2 „oczka”.

W oczekiwaniu na mecze finałowe z Unibaksem Toruń PePe udał się do Rzeszowa, gdzie zajął trzecie miejsce w memoriale im. Eugeniusza Nazimka. O podium PePe musiał powalczyć w biegu dodatkowym, w którym pokonał Dawida Stachyrę i Karola Barana. W regulaminowych wyścigach cała trójka zdobyła po 10 punktów. W wielkim finale Speedway Bundesligi Piotr zdobywając 15 punktów (3,3,2,3,2,2) poprowadził AC Landshut do tytułu Drużynowych Mistrzów Niemiec. Drużyna PePe pokonała ST Berlin Wolfslake 46:41. Ale nie było to ostatnie złoto. Sukces z Niemiec powtórzony został także w Czechach. W decydującym o losach mistrzostwa czwórmeczu w Pradze drużyna Grepl PDK Mseno zwyciężyła z dorobkiem 43 punktów i zdobyła tytuł Drużynowego Mistrza Czech! Piotr zdobył dla triumfatorów 14 punktów, przegrywając jedynie z Sebastianem Ułamkiem.

Złotą passę wypadało powtórzyć także w polskiej ekstralidze. Droga do finałów była jednak bardzo długa. Z powodu deszczu i złego stanu toru przy ul. Wrocławskiej pierwszy mecz przekładano aż cztery razy! Gdy nad losami mistrzowskiego tytułu zawisło widmo rozstrzygnięcia jedynie w jednym meczu w Toruniu zielonogórzanie zdecydowali się na nietypowy krok – na tor wjechał ciężki sprzęt używany przy pracach drogowych... Najpierw wywieziona została błotnista maź, nawierzchnia przesuszona została przez specjalistyczną maszynę drogową używaną przy budowie autostrad i na tak przygotowane podłoże nawieziono kilkanaście ciężarówek z nową nawierzchnią. Intensywne prace i poświęcenie wielu osób przyniosło oczekiwany skutek – tor nadawał się do jazdy. Ku uciesze zielonogórskich fanów Falubaz wygrał pierwszą finałową potyczkę 48:42. Mecz zaczął się dla PePe od wykluczenia. Najpierw w pierwszym łuku Piotr upadł wraz z Adrianem Miedzińskim. W powtórce znów nie starczyło miejsca dla PePe, ale tym razem został wykluczony. W drugim starcie minął linię mety na drugiej pozycji, ale w pozostałe jego biegi kończyły się podwójnymi zwycięstwami!


- Cieszę się z tej wygranej. W czwartek nikt nie myślał o ściganiu w Zielonej Górze, a tu jednak dzięki ogromnemu wysiłkowi udało się. Bardzo trudno było o te punkty. Unibax to przecież mistrz Polski. Szkoda tego wykluczenia. Mogę być jednak zadowolony ze swojego występu, bo w czterech biegach zdobyłem 11 punktów łącznie z bonusami. Jedziemy do Torunia, to na pewno będzie ciężki mecz, ale będziemy walczyć - mówi PePe.

Finał w Toruniu odbył się dzień później, 25 października. To był zielonogórski wieczór na toruńskiej MotoArenie! Nowoczesny stadion wypełniony po brzegi był areną emocjonującego pojedynku, w którym ton rywalizacji nadawał Falubaz. Zielonogórzanie przyjechali do Torunia z sześciopunktową zaliczką, ale nie zamierzali zadowalać się jej bronieniem. Obrali taktykę, iż najlepszą obroną jest atak i realizowali ją konsekwentnie od pierwszego biegu. Zielonogórzanie wygrywali starty i później pilnowali swoich pozycji do mety. Tor po opadach deszczu paradoksalnie był większym atutem gości. Mimo wszystko torunianie przed dwoma ostatnimi biegami mieli szansę na osiągnięcie rezultatu 48:42 i sięgnięcie po koronę. O losach mistrzowskiego tytułu zadecydowała 14. gonitwa. Najpierw sędzia kontrowersyjnie wykluczył Rafała Dobruckiego za spowodowanie upadku Wiesława Jagusia. W powtórce prowadzący Adrian Miedziński upadł na tor i jako winny przerwania biegu musiał zostać wykluczony. Wówczas jasnym stało się, że Unibax nie ma szans na odrobienie strat i Falubaz może cieszyć się tytułem Drużynowego Mistrza Polski. Mecz z powodu opadów deszczu i niebezpiecznych warunków na torze został zakończony wynikiem po 13. biegu, a więc wygraną Falubazu 40:38! Piotr wywalczył w rewanżu 8 punktów z dwoma bonusami (2,2*,3,1*).

Upragnione złoto i wielka radość!

- Moja kariera zatoczyła koło i wróciłem do klubu, w którym się wychowałem. To mój szósty czy siódmy tytuł, ale opatrzony wielkim trudem i cierpieniem, bo było wiele kontuzji. Na szczęście udało się dojechać do finału, stoczyliśmy twardy bój z toruńską drużyną. Gratuluję Unibaksowi świetnej postawy. Mam nadzieję, że za rok znów spotkamy się w finale. Bardzo cieszę się z tego złota. Dedykujemy je kibicom, którzy są naprawdę niesamowici. Zawsze jeżdżą z nami po całej Polsce i wspierają głośnym dopingiem. To dla Was! - powiedział PePe.

Świętowanie i radość z wywalczonego po 18-latach mistrzowskiego tytułu trwała jeszcze długo. Dość wspomnieć, iż na przywitanie mistrzów na zielonogórski stadion w poniedziałkowy wieczór przybyło 15 tysięcy kibiców! – To niesamowite, ale radość jest naprawdę wielka. Wiem, jak bardzo fani czekali na ten medal. Łezka się w oku kręci, gdy wracam myślami do tych meczów i jestem bardzo zadowolony, że to złoto jest także moim udziałem. Cieszmy się tym sukcesem, bo jest czym! – mówił zadowolony Piotr.

Jesienna przerwa wcale nie była dla PePe czasem urlopowania i odpoczynku. Sezon zakończył się niemal w listopadzie, czas nagli, by rozpocząć kompletowanie sprzętu, podziękować sponsorom i zaprosić ich do współpracy w kolejnym roku. Mistrzowie mają także obowiązki – Piotr był gościem na wielu spotkaniach z młodzieżą, gdzie godzinami opowiadał o tajnikach speedwaya, złotym medalu i wszystkim tym, o co zapytali uczniowie odwiedzanych przez niego szkół.

11 grudnia PePe zadziwił całe środowisko żużlowe. Parafował z Falubazem regulaminowo możliwie najdłuższy kontrakt, związując się umową z zielonogórskim klubem aż do 2015 roku! - Ja jasno się określiłem, chcę zakończyć karierę w Zielonej Górze. Moje sportowe i prywatne plany wiążę z tym miastem. Rozmowy były krótkie, po nich zapadła propozycja dłuższego kontraktu. Mam nadzieję, że przysporzę kibicom wiele radości i takich sukcesów jak w tym roku będzie więcej - powiedział PePe.

                                                  PePe z Falubazem do 2015 roku!

W Falubazie w zimowej przerwie doszło do roszad w składzie. Zespół niespodziewanie opuścił kapitan – Grzegorz Walasek, który przeniósł się do Polonii Bydgoszcz. Jego miejsce w zielonogórskim teamie zajął Amerykanin Greg Hancock.

- Zobaczymy co przyniesie nam następny sezon. Myślę, że sportowo na pewno nie straciliśmy, a może nawet wzmocniliśmy się, ale inne drużyny też nie próżnowały. Liga może być bardzo wyrównana. Na pewno trudno broni się tytułu, ale damy z siebie wszystko, by cieszyć jazdą naszych kibiców i znów dać im powody do wielkiej radości. To był dla nas i dla mnie bardzo udany sezon, choć okupiony bólem. Nie brakowało świetnej jazdy, ale były także poważne upadki, które mnie stopowały. Żałuję, że nie udało się awansować do Grand Prix, ale jestem rezerwowym i może będzie okazja zaprezentować się w cyklu. Włożyłem w ten sezon wiele wysiłku i funduszy. Medale, które dołożyłem w tym roku do swojej kolekcji są potwierdzeniem tego, że było warto. Oby sukcesów nie brakowało także w sezonie 2010 – powiedział Piotr.